 |
Nadzieja na szczerą rozmowę
Rz: Trudno wyobrazić sobie panią bez skrzypiec, przede wszystkim na scenie, ale nawet w czasie rozmowy - tak bardzo utożsamiła się pani z grą na tym instrumencie.
To zabawne, że wszyscy kojarzą mnie ze skrzypcami, w sumie jednak przez wiele lat byłam znana tylko jako skrzypaczka. Z jednej strony to miłe - gra na skrzypcach nie należy przecież do najłatwiejszych, wymaga wielu lat ćwiczeń, doskonalenia techniki, jest oznaką prestiżu, z drugiej jednak strony, myślę, że każdy stereotyp, który przylgnie do artysty - szkodzi mu.
Była pani znudzona muzyką klasyczną?
Proszę mi wierzyć, że nie byłam, choć tak to może wyglądać. Wciąż czuję ogromną wdzięczność wobec mistrzów muzyki klasycznej, choćby za to, że mogłam przeżyć tyle wzruszeń dzięki ich kompozycjom. Pamiętam, co zawdzięczam nauczycielom, ale chciałam spróbować czegoś nowego.
Poszukiwała pani nowego stylu?
To nie były na pewno intelektualne spekulacje, analizy poprzednich albumów. Raczej odruch serca, który sprawił, że chciałam w inny sposób wyrazić moje życiowe spostrzeżenia. To wypadło bardzo naturalnie. Chciałam opisać stan mojego ducha - sama dla siebie.
Jak wypadł ten muzyczny portret?
Kiedyś znana byłam jako skrzypaczka specjalizująca się w interpretacji Bacha, Vivaldiego, znana była moja technika gry. Przez pięć grałam muzykę z elementami pop, ale jednak opartą na klasyce. Byłam z tego bardzo dumna. Ale jestem bardzo młoda. Wciąż młoda, i to będzie widoczne w nagraniach. Ktoś, kto ich posłucha, zorientuje się, że ma również do czynienia z osobą, która uważa, że oryginalniej jest stworzyć nową, własną muzykę, niż interpretować - choćby i w najnowocześniejszy sposób - to, co już znane od lat. Myślę, że dla każdego muzyka takie wyzwanie ma specjalne znaczenie, ożywia nas. Taka muzyka jest nie tylko bliższa mnie, ale i moim słuchaczom.
A jakie brzmienia przynosi płyta?
Kiedyś grałam bardziej burzliwe dźwięki, jak choćby na "Storm", bardzo dynamiczne. Moje najnowsze nagrania przynoszą uspokojenie, są bliskie stylowi chill out. Nagrałam też utwory miłosne, ballady.
Co sprawiło, że zdecydowała się pani zaśpiewać?
Zaśpiewałam już w czasie sesji albumu "Storm", ale zdecydowaliśmy z producentem, żeby dać temu spokój. Teraz raz jeszcze postanowiłam przemówić moim naturalnym głosem - nie brałam lekcji śpiewu. Śpiewanie jest dla mnie całkiem nowym sposobem wyrażania emocji. To tak, jakbym mówiła w nieznanym mi jeszcze niedawno języku. To także lepszy sposób przemawiania do publiczności niż poprzez dźwięki skrzypiec. Ludzie słyszą słowa i wiedzą, o co chodzi, nie muszą znać historii muzyki, konwencji.
Czy mimo zmiany muzycznej konwencji, zdarza się pani grać muzykę klasyczną dla siebie samej w domu czy też kompletnie zarzuciła pani próby ze starym repertuarem?
Nie słucham obecnie zbyt wiele klasyki, ale oczywiście nie przerwałam prób, by nie wypaść z wprawy. Jest to jednak zwykły wymóg techniczny, a nie jakaś wielka namiętność.
Jak będzie się pani czuła poza filharmoniami i salami, gdzie króluje klasyka, nie boi się pani tej nowej publiczności?
Bardzo oczekuję tego nowego rodzaju kontaktu. W filharmoniach zachowania publiczności, nawet gdy dochodzą do głosu emocje, są ograniczone wymogami konwencji. A przecież muzyka to sposób komunikowania się z innymi ludźmi Nie mogę się doczekać, gdy będę mogła przyjrzeć się ich reakcjom. Mam nadzieję, że będzie to szczera, ale przyjemna rozmowa.
Rozmawiał Jacek Cieślak
- "Rzeczpospolita" 18 maja 2001
 |
 |